sobota, 23 kwietnia 2016

krok pierwszy do szczęścia - polubić siebie


Nie przestaje zadziwiać mnie fakt, jak bardzo źle jesteśmy skłonni o sobie myśleć. Najgorzej oczywiście w kwestii wyglądu. Wyolbrzymiamy najdrobniejsze wady i patrzymy na siebie o wiele bardziej krytycznie, niż zrobiłaby to jakakolwiek inna osoba z zewnątrz. Deprocjonujemy swoje ciało, które w rzeczywistości jest cudem natury, najlepszą rzeczą, jaką posiadamy.


Co jakiś czas dają się usłyszeć hasła "pokochać siebie" czy "samoakceptacja". Jawią się jako abstrakcyjny, praktycznie nieosiągalny cel, coś jakby "zen" czy "nirwana". Przyzwyczailiśmy się, że zawsze musimy pamiętać o swoich niedociągnięciach, a wraz z ich wytykaniem - odmawiać sobie prawa do życia pełnią życia. Bo przecież szczęśliwa będę dopiero jak schudnę 10 kilo, jak wcisnę się w szorty, jak zniknie mój cellulit, będę mieć idealnie płaski brzuch przez całą dobę i wszyscy będą mnie podziwiać.



Prawda jest jednak taka, że życie w harmonii ze sobą to naturalny stan, na który nie trzeba sobie niczym zasłużyć. Jest to zrozumienie i akceptacja, wewnętrzna równowaga, spokój i pewność siebie, która pojawia się, gdy przestajemy stawiać się w opozycji do własnego ciała, walczyć z nim i krytykować jego wady. Kiedy doceniamy je takim, jakie jest w TEJ chwili i zaczynamy z nim współpracować. Chcemy je ulepszać, lecz równocześnie nie przesadzamy ze znaczeniem, jakie nadajemy wyglądowi zewnętrznemu, a także jesteśmy dla siebie wyrozumiali. Zupełnie tak, jak robilibyśmy to w stosunku do innej osoby, na której nam zależy, a może nawet jeszcze bardziej. Bo przecież to my sami jesteśmy dla siebie najważniejszą i najcenniejszą osobą w życiu.



Czy to nie zastanawiające, że zwierzęta nie mają żadnego problemu ze swoim wyglądem? Podobnie jak dzieci, do pewnego momentu. Potem zdrowy, naturalny stan równowagi zostaje w nas wytępiony. Musimy przecież uwierzyć, że coś jest z nami nie tak, abyśmy kupili żel na cellulit, krem na zmarszczki, produkt dietetycznego czy kolorową gazetę z poradami, w jaki sposób podobać się większej ilości mężczyzn.

Nie jest łatwo od razu zmienić ukształtowany przez lata sposób myślenia, warto jednak popracować nad lepszym nastawieniem do własnej osoby. W miarę wprowadzania zmian często okazuje się, że wiele zaprzątających nam głowę problemów zaczyna tracić na znaczeniu albo znikać, a to niemal mitologiczne "szczęście" pojawia się samo z siebie, jako zupełnie naturalny stan, a nie nagroda za głodzenie się, wysiłek na siłowni lub określoną cyfrę na wadze.

Ponieważ najczęściej nie potrafimy już być dla siebie dobrymi odruchowo, trzeba taki nawyk w sobie stopniowo wyrobić. Poniżej ściąga dla tych, którzy nie wiedzą od czego zacząć :)

Złap dystans


Czujesz się źle, bo masz za krótkie nogi/za gruby brzuch/za dużo ważysz/nieładnie ci w sukienkach. Zastanów się, jak taki problem wyglądałby w kontekście poważnej choroby kogoś bliskiego, utraty dachu nad głową czy realnego zagrożenia życia. Tak, to brutalne, ale konieczne. Pomyśl o osobach, które naprawdę cierpią. Każdy zna lub słyszał o takich przypadkach, ale rzadko skłaniają nas one do przemyśleń. Bo to przecież my cierpimy akurat z powodu brzydkich nóg. Halo, naprawdę???

Doceń to, co masz


Automatycznie przyjmujemy, że wszystko co dobre, po prostu nam się należy. Zapominamy o tym, jak wiele mamy szczęścia, żyjąc w bezpiecznych i komfortowych warunkach, mając mnóstwo możliwości, aby pracować nad sobą, rozwijać się, dbać o siebie, snuć plany, mieć marzenia, korzystać z życia. Istnieje naprawdę bardzo dużo osób, które oddałyby wiele za nasze zdrowie i bezpieczeństwo. Zamiast krytykować swoje nogi, pomyśl o tym, że dzięki nim możesz sprawnie poruszać się z miejsca na miejsce, biegać, odwiedzać znajomych, uprawiać sport czy robić cokolwiek innego, co sprawia ci przyjemność. Spójrz na swoją najbliższą rodzinę lub inne osoby na których ci zależy i pomyśl, jak dobrze mieć ich tu i teraz, całych i zdrowych. Ciągle wydaje ci się, że tłuszczyk na brzuchu jest taki ważny?

Nie porównuj się do innych


Ciało to nie puzzle. Nie da się go poskładać z kawałków, które podobają nam się u innych. Każda osoba to skomplikowana całość, każda z własnymi wadami i prolemami. Jeśli już się zamieniać, to trzeba by brać cały pakiet, wraz z cudzymi gorszymi dniami, chorobami, zaburzeniami odżywiania, depresją, kompleksami, problemami rodzinnymi, brzydkimi wspomnieniami. Czy warto? Nie lepiej już przestać tracić energię na zazdrość i zająć się rozwijaniem tego, co w nas jest dobre?

Szanuj swoje ciało


Organizm to cudowny mechanizm. Ciężko pracuje, aby utrzymać nas przy życiu, bronić przed chorobami, zapewniać sprawność wszystkim naszym narządom i kończynom, naprawiać uszkodzenia oraz regenerować. Czy nie lepiej byłoby mu w tym pomóc, zamiast przeszkadzać? Dostarczać mu wartościowego paliwa w postaci zdrowego, świeżego jedzenia? Dotleniać go i pić odpowiednio dużo wody? Karmić umysł dobrymi myślami? Odżywiajmy się z głową, reagujmy na sygnały, które wysyła nam organizm (głód, zmęczenie), sprawiajmy sobie przyjemności. Uśmiechajmy się, spędzajmy czas z osobami, które pozytywnie na nas wpływają, a także szukajmy codziennie kontaktu z naturą, która wycisza i uspokaja. Ciało szybko nam się za to odwdzięczy.


Myśl o zdrowiu


Ładny wygląd jest tylko zewnętrznym objawem wewnętrznej równowagi. Nie da się tego w żaden sposób obejść. Nie ma co liczyć na szybkie "diety cud", trzeba zaopatrzyć się w dużo nieprzetworzonego jedzenia, polubić ruch na świeżym powietrzu, nauczyc się odpoczywać, a przede wszystkim uzbroić w cierpliwość i nie wymagać zbyt wiele w krótkim czasie. Proponuję też olać propagowaną w mediach logikę i zacząć cieszyć się rzeczami takimi jak sprawne mięśnie, gładka skóra, zdrowe włosy i paznokcie oraz regularny cykl, zamiast uzależniać swoje szczęście od cyferek na wadze.

Bądźmy dla siebie dobrzy


Każdy ma prawo do słabszego dnia, tygodnia, miesiąca. Każdemu zdarza się wyglądać gorzej, czuć się słabiej lub nie mieć na coś ochoty. I na pewno nie trzeba się za to karać! Ciało daje nam sygnały, kiedy potrzebuje zwolnić i odpoczać, a my powinniśmy przyjąć do wiadomości, że nie jesteśmy cyborgami i czasami musimy zmienić plany, czegoś nie zrobić, coś zrobić wolniej, popełnić jakiś błąd. Z każdej sytuacji da się wyciągnąć korzyści i to na nich właśnie powinniśmy się skupiać. Leżenie na kanapie też może być wartościowym czasem spędzonym sam na sam ze sobą, czasem nabierania sił i regenaracji :)



Zastosowanie tych kilku prostych kroków jest naprawdę w stanie wywrócić nasze życie do góry nogami. Trzeba nad tym wprawdzie trochę popracować, ale kiedy już takie zdrowe, naturalne nawyki wejdą nam w krew, wtedy wszystkie powierzchowne, mało istotne sprawy przestaną być problemami. Dobrze traktowany, odżywiony i zdrowy organizm sam utrzymuje się w równowadze fizycznej i psychicznej, a my mamy ochotę działać i cieszyć się życiem, zamiast użalać się nad fałdką czy tłuszczykiem. I co najważniejsze - przestajemy zastanawiać się nad tym, kiedy wreszcie będziemy "szczęśliwi". Nagle znajdujemy szczęście po prostu w nas, bez powodu i na stałe.

Bo szczęście naprawdę jest proste!

5 komentarzy:

  1. Niby wszystko jest super, bo masz stuprocentową rację. Już dawno zdałam sobie sprawę z tego, że kluczem do szczęścia jest polubienie siebie i życie ze sobą w zgodzie. Każdy z punktów, które opisałaś to prawda, ale jest jedno ale. (Chciałabym to dobrze wytłumaczyć, ale obawiam się, że się nie uda, pozostaje Ci domyślić się co chcę powiedzieć.) To są jakby już cele - startuję z punktu A (braku samoakceptacji i miliona kompleksów) do punktu B (doceniania tego co mam, bycia dla siebie dobrą, szacunku do własnego ciała i in.), ale gdzie drogowskazy? Rozumiem potrzebę zastosowania się do tych rad, ale z dołu trudno wyrwać się ot tak sobie, to cały proces, żmudny i do tego nie ma pewnych efektów. Nawet wmawianie sobie, że inni mają gorzej nic nie daje, bo t "JA" jest najważniejsze, skupiamy się na swoich problemach, widzimy swoje wady, innych idealizujemy, przez co wypadamy jeszcze mniej korzystnie.
    A może u innych ludzi działa to inaczej niż u mnie i potrafią wziąć się za siebie i zaakceptować? Nie wiem. Próbowałam na sto sposobów - i małymi kroczkami, i wielką rewolucją, a to szczęście nijak nie chce przyjść. Jakieś rady?
    (Wybacz za tak długi komentarz, po przeczytaniu nasunęło mi się tak wiele myśli, że nie udało się krócej ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba znaleźć się na samym dnie by móc się od niego odbić. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć jedno: złamana stopa nauczyła mnie jeszcze lepiej doceniać to, że chodzę i że mogę biegać czy uprawiać inny sport:) Guzki w piersi - pomogły zaakceptować ich kształt i wielkość, teraz liczy się by być zdrowym. Wypadek samochodowy, rehabilitacja itd. nauczyła mnie doceniać nie tylko to co posiadam (rzeczy), ale również ludzi, którzy są przy mnie. I wiele nauczyła, by zwolnić, zadbać o siebie, bo życie ma się tylko jedno i może się skończyć w najmniej spodziewanym przez nas momencie. Po wypadku dopadła mnie autoimmunologiczna choroba niedoczynność tarczycy, mogłabym się załamać, płakać, nie robić ze sobą nic, ale ja wiem, że chcę żyć i muszę dać z siebie trochę więcej by np. być szczupłą, ale też czasami odpuścić i po prostu poleżeć, gdy czuję zmęczenie. Kompleksy? już ich nie mam.
      Nikt Ci nie da drogowskazu jak do tego dojść, może po prostu spójrz w lustro i przeproś sama siebie, za wszelkie zaniedbania i złe słowa w swoim kierunku. Może zrób każdego dnia chociaż mały krok w przód;)

      A co do autorki bloga - promieniejesz kochana! I ja przepadłam w Twoich błękitnych oczach, aż musiałam do zdjęcia wrócić trzykrotnie i popatrzeć;) cera również w idealnym stanie i figura. Twoje postępowanie daje niesamowite efekty:)

      Usuń
  2. Od dawna z tym walcze. Niestety kompleksy sprawiają, że w czasami czuje się nieśmiała w niektórych sytuacjach :( co prawda jest o wiele lepiej niż kiedyś ale nadal mi to dokucza.
    Zdrowe jedzenie jest super, większość moich znajomych zawsze mi się pyta "Czemu ty tak zdrowo jesz?" - to proste bo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst :)
    Ze wszystkim się zgadzam w 100%, ale i tak jestem czasem zbyt krytyczna co do swojego wyglądu :( (zwłaszcza problemy z cerą potrafią popsuć mi humor)
    Jednak staram się akceptować swoje odbicie w lustrze jak najbardziej się da (zawsze mogło być gorzej) :)

    OdpowiedzUsuń